Parafia św. Jakuba Apostoła Starszego w Stawigudzie

Nie ma modlitw niewysłuchanych

„(…) Bóg zawsze odpowiada, że żadna modlitwa nie będzie niewysłuchana, że jest On Ojcem i nie zapomina o swoich cierpiących dzieciach.

Oczywiście, te stwierdzenia wystawiają nas na próbę, ponieważ wydaje się, że wiele naszych modlitw jest niewysłuchanych. Ileż razy prosiliśmy, a nie otrzymaliśmy, pukaliśmy a znaleźliśmy drzwi zamknięte? Jezus zachęca nas, abyśmy w takich chwilach nalegali i nie poddawali się. Modlitwa zawsze zmienia rzeczywistość: jeśli nie zmieniają się rzeczy wokół nas, to przynajmniej my się zmienimy, zmienia się nasze serce. Jezus obiecał dar Ducha Świętego każdemu, kto się modli.”

Papież Franciszek

Rola rodziców we współczesnym Kościele


Stawiguda, 16.10.2015r.

Drodzy Rodzice

 

Jestem jedną z Was. Jestem matką: zatroskaną, zabieganą, zapracowaną. matką współczesną. Mam też męża, który jest ojcem: zatroskanym, zabieganym, zapracowanym. ojcem współczesnym. I mamy dzieci – dzieci współczesne. Nasze dzieci nastoletnie.

Poniższy list jest subiektywnym komentarzem dotyczącym istotnej roli, jaką pełnimy my Rodzice nastoletniej młodzieży w życiu naszych dzieci i w życiu parafii. List ten, jest także wyrazem mojego niepokoju o przyszłość Kościoła, którego jesteśmy członkami i do którego przed laty przynieśliśmy w białych szatach nasze niemowlęta, by włączyć je do wspólnoty do Kościoła. To wciąż jest nasz Kościół: chociaż czasem podzielony, poraniony, w oparach skandali, i taki jest nasz Kościół współczesny.

Drodzy Rodzice, jestem głęboko poruszona obecnością młodzieży – w ilości – sztuk „1”  na ostatniej czwartkowej katechezie. Proszę Państwa, ta ŁÓDŹ tonie!!! A w niej jest nasza młodzież. My rodzice biernie się tej nieuniknionej duchowej katastrofie przyglądamy. Co się z nami stało? Przecież rola rodzica chrześcijanina nie kończy się na chrzcie czy komunii świętej, ale ma wyraźną, daleką perspektywę wychowania młodego człowieka w duchowo – emocjonalnym poczuciu bezpieczeństwa, by z godnością i z podniesionym czołem potrafił przeciwstawić się złu i z dumą deklarował swoją przynależność religijną.

Przyglądając się  niedzielnej frekwencji w kościele, śmiem twierdzić, że nasi pradziadkowie, dziadkowie i rodzice ten egzamin z rodzicielskiej misji zdali, choć żyli w zdecydowanie trudniejszych czasach, odbudowywali powojenną Polskę i walczyli o wiarę przodków w totalitarnym państwie. A my ? Czy wywiązujemy się ze swojej misji? Czy nasze dzieci przyprowadzą do Kościoła za 5,10, 15 lat swoje dzieci, a nasze wnuki?

Na co dzień dbamy o powierzchowność, o zewnętrzny wizerunek, o piękne domy i ogrody, równo przystrzyżone, odchwaszczone trawniki. Podnosimy swoje kwalifikacje zawodowe, z dumą opowiadamy bliskim i dalekim znajomym o awansie w pracy, o podróżach i wakacyjnych planach. Kompensujemy tym samym głęboko skrywane lęki, emocjonalne braki, osobiste dramaty. Jesteśmy coraz bardziej samotni. Zaniedbujemy nasz rozwój duchowy i religijną stronę codziennego życia. Oddalamy się od Źródła i zapominamy o podstawowych rodzicielskich kompetencjach, o wzorcach w rodzinie. Zapominamy, że stając się rodzicami, zostaliśmy wyposażeni w narzędzie autorytetu i jego sprawczą moc.

Dziś młodzi ludzie potrzebują autorytetów, dlaczego nie mieliby ich znaleźć w rodzinie? Korzystajmy z przywileju autorytetu mądrze, z rodzicielską troską i miłością. Nie pozwólmy, by globalny kryzys wartości i chaos otaczającej nas przestrzeni „facebookowego” absurdu namieszał w głowach naszych dzieci. Uczmy dzieci myślenia, odpowiedzialności za słowa i za czyny; uczmy je krytycyzmu, by potrafiły mądrze weryfikować wszystko to, co proponuje im świat, by nie wpisywały się ślepo i bezkrytycznie w aktualne potrzeby rynku.

Nie ma we mnie zgody na to, by kultura masowa, media społecznościowe dyktowały moim dzieciom trendy i wytyczały standardy: jak mają żyć, co jest fajne a co fajne nie jest. Czy „oni” mają większe kompetencje i lepszą intuicję od nas rodziców? Nie oddawajmy naszych dzieci w ich ręce, bo stracimy je z oczu.

Pomóżmy młodzieży wrócić do Kościoła, do Źródła. Nie porzucajmy ich na środku oceanu bez koła ratunkowego, jakim jest nasza religijna postawa i wiara w Jezusa. Wróćmy do Światła Wiary, do Dekalogu. To zadanie na dziś, na teraz, na jutro. Ufam, że ten osobisty list jest głosem wielu z nas.

Na koniec przytoczę słowa Hoddinga Cartera:

„ Są dwie trwałe rzeczy, które możemy dać w spadku naszym dzieciom:

Pierwsza to korzenie, druga to skrzydła”.

Podarujmy dzieciom korzenie – pamięć o przodkach, przynależność do kultury, do tradycji i rodziny, poczucie bezpieczeństwa. Ofiarujmy dzieciom skrzydła – wartości i ideały, pielęgnujmy ich zdolności, dostrzegajmy potencjał; z troską i odpowiedzialnością wyposażmy je w duchowy kompas wiary, a świat będzie lepszy.